niedziela, 30 kwietnia 2017

Hypoalergiczna pudrowa pomadka do ust Bell

Hej :)
Zakupy na promocji w Rossmannie tym razem nie należały to zbyt udanych. Udało mi się kupić tylko to co było najbardziej potrzebne ale z niczym więcej nie poszalałam a szkoda bo miałam trochę tych rzeczy na swojej liście. Jedyną rzeczą jaką kupiłam z poza listy jest właśnie pomadka o której dzisiaj piszę. 
W ostatnim poście z makijażem codziennym mogłyście ją zobaczyć na ustach. 




Kolor tej szminki jest naprawdę śliczny. Jest to brudny róż może lekko wpadający w jakiś nude kolor albo beż. Bardzo fajnie wygląda właśnie w takich codziennych makijażach,  lekko podkreśla kolor ust ale nie jest zbyt mocny. 
Ślicznie, delikatnie pachnie. 


Niestety jego wielkim minusem jest to, że podkreśla suche skórki pomimo tego, że jego konsystencji jest kremowa. 
Na ustach pomadka wygląda na matową ale czuć ją w przeciwieństwie do matowych pomadek ponieważ jest kremowa. Łatwo się ją rozprowadza na ustach.
Trwałość ma średnią. Wytrzymuje parę godzin, w miarę wytrzymuje picie ale po jedzeniu niestety nic z niej nie zostaje na ustach. Nie wysusza ust. 



Pomadka jest dosyć fajna. Trwałość może nie jest rewelacyjna ale za to nie wysusza ust więc nadaje się idealnie na co dzień. Dajcie znać czy miałyście ją albo czy słyszałyście o niej, bo ja muszę przyznać, że nic o niej nie słyszałam i pierwszy raz zobaczyłam ją dopiero w sklepie :) 
Miłej niedzieli, buziaczki :) 

środa, 26 kwietnia 2017

Makijaż codzienny i moja krótka historia

Hej kochane :)
Właśnie piszę dla Was postnr 200 :D Wiem, że jak na prawie 4 lata prowadzenia bloga to jest niewiele ale to przez to, że z moim podejściem do niego bywało różnie. 15 czerwca minie 4 lata odkąd napisałam pierwszego posta i wtedy chciałabym opowiedzieć Wam krótką historię jak to się zaczęło a dzisiaj opiszę jak zmieniał się mój sposób malowania. Myślę, że taki wpis będzie fajną pamiątką na blogu i kiedyś chętnie do niego powrócę aby powspominać. 
A do tego przygotowałam makijaż, który wykonuję dosyć często na co dzień. 


Malować zaczęłam się dopiero w gimnazjum i pewnie jak u większości dziewczyn opierał się on jedynie na tuszu i delikatnym podkładzie. Pamiętam, że często używałam kosmetyków z Avon i chyba miałam parę kosmetyków z Oriflame. Do dzisiaj pamiętam cudowne błyszczyki o ślicznych zapachach z Oriflame. Wtedy jeszcze wstydziłam się i też nie mogłam malować mocniej ust, więc pozostawały mi tylko błyszczyki, które uwielbiałam. Z makijażem bywało różnie bo pomimo tego, że nie malowałam się zbyt mocno i nie miałam nawet jak popełniać błędów makijażowych, często jednak bałam się, że mam za bardzo posklejane rzęsy albo źle dobrany podkład. Wstydziłam się malować bo zawsze pojawiał się ten strach, że nie potrafię i wyglądam dziwacznie. 

Jak więc z dziewczynki, która tak bardzo obawiała się makijażu, stałam się tak wielką jego miłośniczką i teraz nie wyobrażam sobie dnia bez niego? 
Zapewne pamiętacie serial "Zbuntowani". Roberta miała zawsze oczy podkreślone na ciemno. Tak mi się to podobało, że przez jakiś czas na wakacjach, kiedy rzecz jasna nie chodziło się do szkoły i mogłam sobie na to pozwolić, ładowałam tyle czarnej kredki na oczy aby wyglądać jak ona. Miałam nawet jakieś cienie z gazety dla nastolatek, co prawda tylko szare a w połączeniu z kredką naprawdę dawały efekt. Tak mi się to całe malowanie spodobało, że kosmetyków zaczęło u mnie przybywać. Zazwyczaj były to nadal delikatne produkty, które za wiele się od siebie nie różniły, no ale przecież trzy błyszczyki o różnych zapachach to już była wielka kolekcja :D Dostęp do katalogów Avon ułatwiał mi popadanie w tą całą zabawę z makijażem. Kupowałam dosyć dużo jak na nastolatkę, wiadomo, że bez porównania z ilością kosmetyków, które teraz posiadam. 

Prawdziwa historia zaczęła się może z 6-7 lat temu kiedy zupełnie przez przypadek trafiłam na film na youtubie o modzie. "Ciasteczko 25" to był pierwszy kanał, który zaczęłam oglądać. Wcześniej nie miałam nawet pojęcia, że coś takiego istnieje i, że można oglądać materiał, w którym ktoś mówi do Ciebie i pokazuje ubrania. Zaczęłam więc szukać dalej i tak wpadłam na kanał "MsDoncellita", którą oglądam do dziś. Marta z owego kanału już bardziej poruszała temat makijażu i kosmetyków, więc nałogowo zaczęłam oglądać również ją a z czasem odkrywałam coraz to nowsze kanały. Patrzyłam na te wszystkie tutoriale, oszołomiona tym co można wyczyniać w makijażu. Z zaskoczeniem dowiadywałam się z kolejnych filmów, że makijaż to nie tylko tusz, podkład i błyszczyk a cień nie wystarczy nałożyć na całą powiekę. Czułam, że świat makijażu otwiera się dla mnie szerokimi drzwiami i tak oto zaczęła się moja miłość. 
Wiecie co? Do dzisiaj zastanawiam się czy odkrywałabym w sobie ta miłość, gdyby nie ten cały świat youtuba. Co prawda od dziecka kochałam nawet te zabawkowe kosmetyki z odpustu, czy masę innych dziecięcych mazideł, które często dostawałam od babci. No i jak każda dziewczynka kradłam mamie szminki i zadowolona smarowałam się nimi, gdy mama tylko nie widziała. Do dzisiaj pamiętam jej różową szminkę w przezroczystym opakowaniu, która była chyba moją ulubioną. Pamiętam też czasy kiedy prosiłam mamę o pomalowanie paznokci ale jedyne na co mogłam liczyć to na bezbarwny lakier :/ 
Nie wiem czy każda dziewczynka tak miała ale jestem pewna, że kochałam kosmetyki od dziecka i tak mi już pozostanie na zawsze, co mi oczywiście w ogóle nie przeszkadza :d

A jak wygląda mój obecny makijaż? 
Nie jest on już czymś czego mogłabym się wstydzić (no chyba, że popełnię gafę i będzie on po prostu wpadką).Nie wstydzę się już mocnych szminek i ciemnych makijaży oczu. Zdaję sobię sprawę, że chociaż czasy się zmieniają i dziewczyny coraz mocniej się malują, nadal jest to czasami źle kojarzone :/ jednak dla mnie jest to nieistotne. Kocham makijaż, więc czy jest coś złego w tym, że jest mocny?  
Mój codzienny makijaż oczu, kończy się jedynie na kresce, zazwyczaj z braku czasu ale kiedy mam go więcej maluję się też cieniami i taki makijaż chciałabym Wam pokazać dzisiaj. Makijaż, który nie jest za mocny, nadaje się idealnie na co dzień. 






Trochę się opisałam ale bardzo podobał mi się ten powrót do przeszłości :) piszcie w komentarzach jak wyglądała Wasza historia makijażowa :) buziaki :*

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Zestaw do konturowania na mokro Kobo

Cześć :) 
Produkt, o którym dzisiaj piszę pewnie większości z Was jest dobrze znany. Dlatego zastanawiałam się czy chcę dodawać kolejną recenzję tego kosmetyku. Jeśli mnie już troszkę znacie to nie trudno się domyśleć, że ostatecznie i tak zdecydowałam się ją napisać :D cała ja. Zapraszam Was więc na recenzję zestawu do konturowania na mokro firmy Kobo :)


Na początku wyjaśnię jeszcze dlaczego zdecydowałam się dodać recenzję pomimo tego, że o tym kosmetyku jest w internecie dużo. 
Kiedy pierwszy raz go użyłam, byłam bardzo zawiedziona. Kolor jakiś brzydki, tragicznie wyglądał :/ Byłam tak zła, że w internecie jest pełno pozytywnych opinii. Nawet moja przyjaciółka była z niego zadowolona. Tylko jakoś ze mną nie mógł się polubić. I wiecie co ? Te pozytywne opinie nie dawały mi spokoju. Nie odłożyłam go a wręcz przeciwnie używałam coraz częściej na różne sposoby. To pędzlem, to gąbką, to szczoteczką a nawet palcami. Mieszałam kolory i kombinowałam z ich nakładaniem. W końcu się udało! Po prostu nauczyłam się z nimi pracować. Nie twierdzę, że to produkt nie jest odpowiedni dla początkujących a piszę jedynie tyle, że to ja nigdy nie miałam styczności z takimi kosmetykami i nauczenie się pracy z nimi przyszło mi trudniej niż innym. Więc jeżeli Wam też nie przypadł do gustu i źle Wam się z nim pracuje, może spróbujcie dać mu jeszcze szanse :)


Jak widać po zużyciu (oczywiście krótko po zakupie bo teraz jest ono dużo większe) najczęściej używałam tych dwóch najciemniejszych kolorów. Zazwyczaj je mieszam ze sobą i taki efekt podoba mi się najbardziej. Jeżeli chodzi o te jaśniejsze niestety używałam przez jakiś czas tylko tego najjaśniejszego pod oczy ale za bardzo wchodził w zmarszczki i co dziwne nie polubił się z moim tuszem. Tak z tuszem. Otóż kiedy miałam go pod oczami, ocierały mi się o niego dolne rzęsy i zostawiały szarawe plamy na nim, tak jakby korektor rozpuszczał lekko tusz :/ pierwszy raz się spotkałam z czymś takim ale jestem pewna, że to jego wina. Ciemniejszego, beżowego koloru próbowałam używać jako korektora ale ten z kolei jest zbyt kremowy do tego. Korektorów jasnych używam więc tylko w miejscach gdzie chcę rozjaśnić twarz oczywiście z wyjątkiem okolic oczu. 


Konsystencja jest typowo kremowa, dobrze się rozprowadza ale dopiero po rozgrzaniu. Na początku jest dosyć tępawa i głównie dlatego miałam z nią problemy na początku. Od razu nanosiłam ją na twarz. Teraz przed użyciem ocieplam korektory chwilę miziając w nich pędzelkiem i uwierzcie mi, że o wiele lepiej się ich używa :)


To jest mój jedyny produkt do konturowania na mokro więc muszę koniecznie przetestować jeszcze inne i sprawdzić czy wszystkie tego typu kosmetyki, zachowują się podobnie jak te :) Może mi coś doradzicie ? :) 

czwartek, 20 kwietnia 2017

Wyniki rozdania

Hej kochane :)
Wczoraj miały być wyniki rozdania ale niestety musiałam odchorować święta, jednak umiarkowanie w jedzeniu obowiązuje również w święta :/ W każdym razie dzisiaj się zmobilizowałam i wylosowałam trzy osoby, które otrzymają żel aloesowy :) 

Aby uniknąć nieprzyjemnych sytuacji, chcę poruszyć jeszcze jeden temat. Wiem, że często zdarza się, że po zakończeniu rozdania, liczba obserwatorów nagle spada i wiadome czym to jest  spowodowane. Jest to naprawdę przykre dla blogerów, którzy starają się coś  przygotować dla swoich obserwatorów w podziękowaniu. Ja sama nigdy po zakończeniu rozdania czy konkursu nie przestałam obserwować bloga. Wiecie dlaczego? Bo nawet jeśli spotkałam się z fajnym rozdaniem i do wygrania były bardzo fajne rzeczy ale blog nie za bardzo mi się podobał i nie chciałam go obserwować, to nie obserwowałam tylko po to aby coś wygrać. Trzeba się kierować w życiu jakimiś zasadami. 
Dlatego postanowiłam, że jeśli po ogłoszeniu wyników, liczba obserwatorów spadnie, sprawdzę dokładnie czy przypadkiem osoby, które przestały być obserwatorami nie obserwowały bloga tylko na czas rozdania. W takiej sytuacji osoby takie nie będą mogły brać udziału w przyszłych rozdaniach, organizowanych przeze mnie a mam w planach już kolejne. 

Przejdźmy do przyjemniejszej części posta :D 


Bardzo miło mi ogłosić, że żel aloesowy otrzymują: 
- Magdalena B
- HairWorld 
- Puderniczkam 

gratuluję dziewczyny i proszę o kontakt do końca tygodnia na detectivebeauty1@gmail.com 

Wszystkim, którzy wzięli udział,dziękuję za zainteresowanie i zachęcam do wzięcia udziału w kolejnych rozdaniach :) 
Buziaczki :*

sobota, 15 kwietnia 2017

Makijaż na święta. Cień Maybelline Color Tattoo Edgy Emerald

Hej dziewczyny :)
Kiedyś w poście z zakupami ze Stanów, obiecałam, że pokażę Wam w akcji cień Maybelline Color Tattoo w kolorze Edgy Emerald. Jest to przepiękna zieleń i dlatego pomyślałam, że użyję jej w moim makijażu świątecznym. Przy okazji zobaczcie moją propozycję makijażu na święta :)















Kochane oczywiście życzę Wam Wesołych Świąt, spędzonych w gronie rodzinnym :D buziaki 

Przypominam, że jeszcze dzisiaj do północy, możecie wziąć udział w rozdaniu :) 

środa, 12 kwietnia 2017

Maski Rival de Loop

Hej dziewczyny :)
Będąc niedawno w Rossmannie, szukałam jakiejś maseczki na wieczór. Chociaż mam już w domu kilka w zapasie to postanowiłam, że i tak jakąś kupię. Akurat w promocji były maseczki, o których dzisiaj piszę. Nigdy nie słyszałam o tej firmie i o tych maseczlkach, cena była fajna bo ok. 2zł więc bez zastanowienia się skusiłam :/ 


1.Maseczka złuszczająca
2. Maseczka naprawcza

1. Maska złuszczająca szczególnie mnie zainteresowała. Miałam nadzieję na piękny zapach aloesu i brzoskwini. Niestety maska okazała się fatalna. Już przy otwieraniu opakowania czuć było okropny smród alkoholu, nie mający nic wspólnego z aloesem i brzoskwinią. Szczerze powiem, że bałam się tego nakładać na twarz :/ Ma przezroczysty kolor co łącznie z jej zapachem sprawia, że maska wygląda na samą chemie i nie ma nic wspólnego z relaksem. Działa ona na zasadzie peel of i niestety ściąganie jej jest dosyć bolesne :/ No i oczywiście kompletnie żadnych rezultatów nie zauważyłam. Zdecydowanie jej nie polecam. 

2. Maska naprawcza - po pierwszym kontakcie z maską tej firmy przyznam, że nie miałam ochoty używać kolejnej :/ byłam bardzo zniechęcona i pewna, że ta też będzie fatalna. Jednak ku memu zdziwieniu ta okazała się nieco lepsza. Miała o wiele przyjemniejszą konsystencję - kremową. Nie miała zapachu, więc nie odstraszała alkoholem jak to było w przypadku poprzedniej. Maska zastygła na twarzy, co sprawiło, że też jej zmywanie było przyjemniejsze. Jednak również w przypadku tej nie widziałam żadnych rezultatów, więc tej także nie polecam :/ 


Oczywiście dajcie znać czy miałyście te maski albo inne kosmetyki tej firmy :) 

Przypominam o rozdaniu ! 

piątek, 7 kwietnia 2017

Gąbka Ebelin

Hej kochane :)
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją, której prawdę mówiąc nawet nie planowałam dodawać. Chodzi o recenzję gąbki Ebelin, którą możecie kupić w dm. Miałam ją przez parę miesięcy i wydawała mi się przez ten cały czas naprawdę dobra. Zdanie nieco zmieniłam po zakupie nowej gąbki Blend it. Jeżeli jesteście ciekawe dlaczego zmieniłam zdanie i jak teraz oceniłabym gąbkę Ebelin zapraszam do czytania dalej :)


Pierwsze co z pewnością mogę na jej temat pwiedzieć to to, że jest dosyć twarda. Na początku myślałam, że taka właśnie ma być aby nie wchłniać za dużo podkładu. W tym akurat się sprawdza, większość podkładu zostaje na twarzy. Dopiero po zakupie gąbki Blend it zauważyłam, że Blend it przez to, że jest gładsza i bardziej miękka, lepiej pracuje z podkładem na twarzy i lepiej go wpracowuje w skórę. Jeżeli natomiast chodzi o ebelin zdziwło mnie to, że pomimo tego, że nie jest za gładka i bardziej twarda, nie rozmazuje podkładu na twarzy a jednak go wpracowuje. Efekt jednak nie jest tak dobry jak Blend it.


Muszę też wspomnieć, że gąbka jest niezwykle wytrzymała. Miałam ją dłużej niż pół roku i mogłabym jej używać zdecydowanie dłużej bo nie ma na niej żadmych śladów użytkowania ( no może oprócz wbitych przez przypadek paznokci podczas wyciskania gąbki, więc na to też uważajcie przy wykonywaniu tych czynności).


Podsumowując: Gąbka nie jest zła, da się nią rozprowadzić dosyć dobrze podkład i jest niedroga (ok.10zł po przeliczeniu) jednak ja wolałabym dopłacić nie wiele więcej i kupić gąbkę chociażby Blend it, z którą świetnie i przyjemnie się pracuje i, której póki co nie mam naprawdę nic do zarzucenia.

Dajcie znać kochane czy miałyście gąbkę Ebelin i jak sprawdziła się u Was :*

Oczywiście przypominam o rozdaniu 

piątek, 31 marca 2017

Zakupy

Hej kochane :)
Jestem z siebie ostatnio dumna, ponieważ ograniczyłam moje zakupy do minimum. Już od miesiąca ponad kupuję tylko to co mi się jest naprawdę potrzebne. Dzisiejsze zakupy będą niewielkie ale postanowiłam, że i tak Wam je pokażę. 



 Niedawno pokazywałam Wam płyn micelarny Soraya, który sprawdził się u mnie rewelacyjnie, dlatego tym razem kupiłam również płyn Soraya ale tym razem padło na inny. Już go chwilę używam i póki co się lubimy :)


Chociaż szał na hybrydy trwa, mi zdarza się malować paznokcie zwykłymi lakierami i dlatego trafił do mnie zmywacz, którego jeszcze nie miałam. Byłam ciekawa jak się sprawdza i jak zmywa paznokcie. 


Do kolekcji trafił kolejna maseczka z koreańskich kosmetyków. Mam ich już trzy ale żadnej jeszcze nie użyłam :D Chyba trzeba nadrobić zaległości i przygotować dla Was jakiegoś posta.


Na moją starą gąbeczkę już przyszedł czas i trzeba stanowczo ją wymienić, więc zdecydowałam się tym razem na słynną gąbeczkę Blend it. Zobaczymy czy i ja będę z niej tak zadowolona. Duża gąbeczka w zestawie z małą. Małej jeszcze nigdy nie miałam i musze przyznać, że jest naprawdę malutka, takiej wielkości chyba się nie spodziewałam.


Jedyny może mniej przydatny zakup ale, któremu nie mogłam się oprzeć to płynna matowa pomadka Eveline. Bardzo spodobał mi się jej kolor. Co prawda jest on bardziej jesienny ale co tam, na wiosnę też będzie :D

A jak tam Wasze zakupy marcowe? Poszalałyście? :d Udanego weekendu :*

Przypominam o rozdaniu !!!

środa, 29 marca 2017

Rozdanie wiosenne

Hej kochane
Dzisiaj w końcu przychodzę do Was z małym rozdaniem :D
Ostatnio na blogu pojawiła się recenzja kosmetyków FM i konkurs. Konkursem nie byłyście zainteresowane, czego też się spodziewałam dlatego postarałam się abyście żel aloesowy mogły dostać zupełnie za darmo :) Dlatego dzisiaj mam dla Was do rozdania 3 takie żele. 


Żele trafią do trzech osób 
Jedyne co musiscie zrobić to
-   zaobserwować mojego bloga
- napisać w komentarzu, że bierzecie udział w rozdaniu 
Rozdanie trwa do 15.04.17. 

Zachęcam Was do wzięcia udziału i czekam na Wasze zgłoszenia. Buziaczki kochane :** 

niedziela, 12 marca 2017

Moja współpraca z firmą FM i konkursik

Hej kochane :)
Już jakiś czas testuję kosmetyki, które dostałam w ramach współpracy z firmą FM. Muszę przyznać, że zastanawiałam się czy podjąć tą współpracę, ponieważ dużo słyszałam o tej firmie przeróżnych opinii. Jednak zgodnie z moją zasadą " Nie oceniaj ani nie zniechęcaj się, póki sama nie sprawdzisz" w końcu się zdecydowałam. Ciekawość też tu wygrała, opisy produktów, które dla siebie wybrałam, muszę przyznać robiły wrażenie, więc oczywistym było, że trzeba je wziąć pod lupę :D

Wybralam dla siebie dwa kosmetyki do pielęgnacji twarzy : serum do twarzy B- Glucan Active oraz Żel - krem do twarzy Aloe Vera


Zacznę od serum ponieważ najbardziej mnie ona ciekawiło.

Cena: ok. 62zł/ 30ml

Samo opakowanie jest bardzo fajne. Plastikowe, bardzo leciutkie.
Pompka też jest w porządku, bo nie ma problemu z nabraniem sobie tyle kosmetyku ile chcemy. Miałam już nie raz pompki, z którymi ciężko się pracowało bo produktu wycisnęło się albo za dużo albo za mało ale pewnie takie produkty miałyście i wiecie o co czym piszę.


Konsystencja jest bardzo lekka, łatwa ro rozsmarowania. Produkt szybko się wchłania, prześlicznie pachnie - bardzo delikatnie. 


Co obiecuje producent : 

Serum do twarzy to nowoczesny kosmetyk do każdego rodzaju skóry; szczególnie polecany do cery z problemami trądzikowymi, wrażliwej, zmęczonej i przesuszonej. Zawarte w serum składniki aktywne przeciwdziałają zmianom skórnym, łagodzą zaczerwienienia i wspomagają proces odnowy komórek, chroniąc równocześnie przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Srebro koloidalne działa na skórę antybakteryjnie i kojąco, beta-glukan z owsa nawilża i regeneruje, a estry wyższych kwasów tłuszczowych z oleju lnianego – bogate źródło kwasów omega 3, 6 i 9 – poprawiają kondycję skóry, ujędrniają ją i regulują wydzielanie sebum. Serum nie zawiera alergenów. Przeznaczone jest do regularnego stosowania w zastępstwie kremu, najlepiej rano i wieczorem. Serum można również aplikować na wybrane miejsca na twarzy i ciele, wymagające specjalnej pielęgnacji. Pojemność: 30 ml 

 Skład : (Przepraszam Was od razu za zdjęcie ale to był jedyny możliwy sposób pokazania Wam składu, mam nadzieję, że cokolwiek zobaczycie)


Od jakiegoś czasu, bardzo ważne dla mnie jest w kosmetykach pielęgnacyjnych zwracanie uwagi na skład. Kiedyś pani, która przeprowadzała mi analizę skóry, uświadomiła mnie jak ważne jest aby wiedzieć, co w danym kosmetyku się znajduje i co tym samym nakładamy na nasza skórę, która chłonie to wszystko do organizmu. Także Was też uczulam abyście częściej zwracały uwagę na skład. Ja dopiero zaczynam się uczyć o poszczególnych składnikach ale już coraz więcej potrafię rozróżnić, które są dobre a które szkoldliwe.
A co myślę o tym składzie. Trochę go przeanalizowałam. Muszę Wam napisać, że kiedy pierwszy raz go zobaczyłam, przeraziłam się, że ma on w sobie aż tyle elementów. Zazwyczaj to nie jest dobra prognoza dla produktu.

Wielkim plusem jest to, że na pierwszym miejsce znajduje się woda. Jest to dla mnie ważne w kosmetykach bo wiadome, że nawilżanie skóry jest bardzo waznym elementem w pielęgnacji.
Jesli już mówimy o nawilżaniu, warto wspomnieć o paru kolejnych składnikach tego serum a mianowicie o emolientach. Są to składniki kosmetyczne, które pełnią parę funkcji. Nawilżają skórę:  poprzez pochłanianie wilgoci z otoczenia, tworzenie na skórze bariery ochronnej, blokowanie w skórze kanalików przez, które wydostaje się woda, natłuszczają skórę, działają ujędrniająco. 
I tak w składzie tego serum znalazłam parę takich emolientów min. Cetearyl Alcohol, Capric Trigliceride, Isopropyl Palmitate, Glyceryl Stearate.

Co do składu mam jedno zdanie: nie jest najgorsze bo jak widać ma trochę tych składników, które powinny dobrze wpłynąć na naszą skórę ale nie zapominajmy, że to wciąż jest chemia :/


Moja opinia : 
Pomimo tego, że kosmetyk ma dosyć wiele emolientów, które powinny nalwilżać naszą skórę, nawilżenie to występuję ale tylko na krótki czas. Fajnie wygładza skórę ale również na krótki czas. Jak wiecie mam cały czas problem z niedoskonałościami. Na początku wydawało mi się, że to serum bardzo mi pomogło i to za jego przyczyną stan mojej skóry nieco się poprawił ale kiedy przez chwilę przestałam go używać, skóra nadal dawała radę z pryszczami. Kiedy znowu wróciłam do niego po jakimś czasie, wypryski zaczęły się pojawiać znowu. Nie chodzi mi o to, że źle działał na moją skórę, po prostu po tym zorientowałam się, że nie ma on żadnego wpływu na moją skórę. Nie ważne czy go używałam czy nie, skóra i tak zachowywała się jak chciała.
Nic negatywnego mi nie wyrządził, ani nie zapchał porów ani nie podrażnił ani nic innego złego też się nie wydarzyło. Serum jest też bardzo wydajne.

Serum używałam ponad 2 miesiące. Polubiłam go ale tylko ze względu na to, że zaraz po użyciu naprawdę było czuć bardzo fajny efekt. Jednak jest on produktem bez rewelacji i drugi raz bym go nie kupiła.

Drugim produktem jest żel -krem dotwarzy Aloe Vera. 

Cena: ok.25 zł/ 50 ml


Opakowanie też jest bardzo fajne. Lekkie, wygodne w użyciu. Z tego opakowania również nie wydobywa się za dużo produktu, co nie jest łatwe w przypadku kosmetyku o takiej płynnej konsystnecji jak ta.


Konsystencja jak już wspomniałam jest dosyć płynna, pomimo, że określana jest jako żel -krem. Chyba ani żelu ani kremu jednak mi nie przypomina. Konsystencja ma jednak swoje plusy, ponieważ bardzo łatwo i szybko rozprowadza się na twarzy. Jest płynna ale szybko się wchłania.
Kolor lekko zielonkawy a zapch ma obłędny. Mega świeży i nie duszący.


 Co obiecuje producent : 
Kosmetyk z kojącym i intensywnie nawilżającym sokiem z aloesu, o lekkiej, hipoalergicznej formule. Przeznaczony do wszystkich rodzajów cery, także wrażliwej. Doskonale się wchłania, zapewnia skórze świeży wygląd i odpowiednią pielęgnację. Wyjątkowe połączenie ekstraktu z moreli i witaminy E zwalcza wolne rodniki, a masło shea odbudowuje barierę ochronną naskórka, nadając cerze przyjemną miękkość. Dodatkowo prowitamina B5 łagodzi podrażnienia, a ekstrakt z brzoskwini dostarcza skórze składników odżywczych. Zawiera naturalne filtry UV. Sposób użycia: Niewielką ilość żel-kremu nanieść na twarz, szyję i dekolt. Pozostawić do wchłonięcia. Do codziennego stosowania. Pojemność: 50 ml 

Kiedy wybierałam produkty najbardziej ciekawa byłam serum i nim najbardziej się fascynowałam. Ku memu zdziwieniu to ten kosmetyk okazał się lepszy i z niego jestem naprawdę zadowolona.
Świetnie nawilża twarz i łagodzi podrażnienia. Akurat w czasie stosowania tego żelu zdarzyło mi się, że użyłam maseczki mocno oczyszczającej, która podrażniła mi twarz. Z ratunkiem przybył mi wtedy ten żel. Jestem pewna, że świetnie sprawdzi się na lato, kiedy przesadzimy ze słoneczkiem :D działa mocno kojąco.
Skóra po nim jest naprawdę gładka i to nie tylko krótkotrwale.
Ten produkt Wam polecam :)



Konkurs !!!
Kochane możecie skorzystać z 30% zniżki na zakupy w FM.  Wystarczy tylko, że napiszecie w komentarzu, że chcecie wziąć udział w rozdaniu i oczywiście będzie mi bardzo miło jeśli mnie zaobserwujecie, co  nie jest warunkiem koniecznym. Mogę wybrać 10 osób, które otrzymają zniżki. 
Mam nadzieję, że z takiego malutkiego konkursiku skorzystacie i może akurat poczyniecie jakieś fajne zakupy w FM, którymi poźniej się pochwalicie na swoich blogach. 
Czekam na Wasze komentarze :* buziaki