środa, 26 kwietnia 2017

Makijaż codzienny i moja krótka historia

Hej kochane :)
Właśnie piszę dla Was postnr 200 :D Wiem, że jak na prawie 4 lata prowadzenia bloga to jest niewiele ale to przez to, że z moim podejściem do niego bywało różnie. 15 czerwca minie 4 lata odkąd napisałam pierwszego posta i wtedy chciałabym opowiedzieć Wam krótką historię jak to się zaczęło a dzisiaj opiszę jak zmieniał się mój sposób malowania. Myślę, że taki wpis będzie fajną pamiątką na blogu i kiedyś chętnie do niego powrócę aby powspominać. 
A do tego przygotowałam makijaż, który wykonuję dosyć często na co dzień. 


Malować zaczęłam się dopiero w gimnazjum i pewnie jak u większości dziewczyn opierał się on jedynie na tuszu i delikatnym podkładzie. Pamiętam, że często używałam kosmetyków z Avon i chyba miałam parę kosmetyków z Oriflame. Do dzisiaj pamiętam cudowne błyszczyki o ślicznych zapachach z Oriflame. Wtedy jeszcze wstydziłam się i też nie mogłam malować mocniej ust, więc pozostawały mi tylko błyszczyki, które uwielbiałam. Z makijażem bywało różnie bo pomimo tego, że nie malowałam się zbyt mocno i nie miałam nawet jak popełniać błędów makijażowych, często jednak bałam się, że mam za bardzo posklejane rzęsy albo źle dobrany podkład. Wstydziłam się malować bo zawsze pojawiał się ten strach, że nie potrafię i wyglądam dziwacznie. 

Jak więc z dziewczynki, która tak bardzo obawiała się makijażu, stałam się tak wielką jego miłośniczką i teraz nie wyobrażam sobie dnia bez niego? 
Zapewne pamiętacie serial "Zbuntowani". Roberta miała zawsze oczy podkreślone na ciemno. Tak mi się to podobało, że przez jakiś czas na wakacjach, kiedy rzecz jasna nie chodziło się do szkoły i mogłam sobie na to pozwolić, ładowałam tyle czarnej kredki na oczy aby wyglądać jak ona. Miałam nawet jakieś cienie z gazety dla nastolatek, co prawda tylko szare a w połączeniu z kredką naprawdę dawały efekt. Tak mi się to całe malowanie spodobało, że kosmetyków zaczęło u mnie przybywać. Zazwyczaj były to nadal delikatne produkty, które za wiele się od siebie nie różniły, no ale przecież trzy błyszczyki o różnych zapachach to już była wielka kolekcja :D Dostęp do katalogów Avon ułatwiał mi popadanie w tą całą zabawę z makijażem. Kupowałam dosyć dużo jak na nastolatkę, wiadomo, że bez porównania z ilością kosmetyków, które teraz posiadam. 

Prawdziwa historia zaczęła się może z 6-7 lat temu kiedy zupełnie przez przypadek trafiłam na film na youtubie o modzie. "Ciasteczko 25" to był pierwszy kanał, który zaczęłam oglądać. Wcześniej nie miałam nawet pojęcia, że coś takiego istnieje i, że można oglądać materiał, w którym ktoś mówi do Ciebie i pokazuje ubrania. Zaczęłam więc szukać dalej i tak wpadłam na kanał "MsDoncellita", którą oglądam do dziś. Marta z owego kanału już bardziej poruszała temat makijażu i kosmetyków, więc nałogowo zaczęłam oglądać również ją a z czasem odkrywałam coraz to nowsze kanały. Patrzyłam na te wszystkie tutoriale, oszołomiona tym co można wyczyniać w makijażu. Z zaskoczeniem dowiadywałam się z kolejnych filmów, że makijaż to nie tylko tusz, podkład i błyszczyk a cień nie wystarczy nałożyć na całą powiekę. Czułam, że świat makijażu otwiera się dla mnie szerokimi drzwiami i tak oto zaczęła się moja miłość. 
Wiecie co? Do dzisiaj zastanawiam się czy odkrywałabym w sobie ta miłość, gdyby nie ten cały świat youtuba. Co prawda od dziecka kochałam nawet te zabawkowe kosmetyki z odpustu, czy masę innych dziecięcych mazideł, które często dostawałam od babci. No i jak każda dziewczynka kradłam mamie szminki i zadowolona smarowałam się nimi, gdy mama tylko nie widziała. Do dzisiaj pamiętam jej różową szminkę w przezroczystym opakowaniu, która była chyba moją ulubioną. Pamiętam też czasy kiedy prosiłam mamę o pomalowanie paznokci ale jedyne na co mogłam liczyć to na bezbarwny lakier :/ 
Nie wiem czy każda dziewczynka tak miała ale jestem pewna, że kochałam kosmetyki od dziecka i tak mi już pozostanie na zawsze, co mi oczywiście w ogóle nie przeszkadza :d

A jak wygląda mój obecny makijaż? 
Nie jest on już czymś czego mogłabym się wstydzić (no chyba, że popełnię gafę i będzie on po prostu wpadką).Nie wstydzę się już mocnych szminek i ciemnych makijaży oczu. Zdaję sobię sprawę, że chociaż czasy się zmieniają i dziewczyny coraz mocniej się malują, nadal jest to czasami źle kojarzone :/ jednak dla mnie jest to nieistotne. Kocham makijaż, więc czy jest coś złego w tym, że jest mocny?  
Mój codzienny makijaż oczu, kończy się jedynie na kresce, zazwyczaj z braku czasu ale kiedy mam go więcej maluję się też cieniami i taki makijaż chciałabym Wam pokazać dzisiaj. Makijaż, który nie jest za mocny, nadaje się idealnie na co dzień. 






Trochę się opisałam ale bardzo podobał mi się ten powrót do przeszłości :) piszcie w komentarzach jak wyglądała Wasza historia makijażowa :) buziaki :*

7 komentarzy:

  1. Piękny ten Twój makijaż. Ja mam problem z cieniami, nie używam ich bo jakoś mi nie pasują.

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczny ten makijaż! Wszystko wygląda bardzo naturalnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten moment kiedy dowiadujesz się, że jednego cienia nie nakłada się na całą powiekę, pamiętam ten moment też u się siebie :D całe życie w kłamstwie :p

    OdpowiedzUsuń
  4. Full makijaż prawie codziennie zaczęłam robić dopiero na studiach, wcześniej zawsze musialam mieć balsam do ust z delikatnym kolorem i tusz do rzęs ;) Możesz napisać jaka to pomadka, wygląda podobnie jak moja ulubiona.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny delikatny i dziewczęcy makijaż ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz:)
Na wszystkie postaram się odpowiedzieć. Odwiedzę również komentującego:)